Ułatwienia dostępu

Krytyka

Zanim rozwinę się na temat, jak sobie radzę z krytyką, zaczną od tego czym jest krytyka. Jest ona oceną bądź analizą sytuacji, czy zdarzenia z punktu widzenia określonych wartości moralnych, naukowych, etycznych, estetycznych i jest niezbędnym elementem myślenia. Chcąc nie chcąc, nasze myślenie o kimś lub o czymś często sprowadza się do opiniowania. Uznajemy coś za dobre lub złe, a gdy się nad tym nie zastanawiamy jest nam to całkiem obojętne czyli nie poddajemy ocenie. Mimo, że nam się kojarzy z negatywnym osądem faktów czasami może być konstruktywna. Taka może dużo wnieść dobrego. Jest to analiza, w której ktoś pokazuje nam co robimy źle a jednocześnie wskazuje na różne rozwiązania. Dodatkowo przedstawia argumenty dlaczego dana czynność jest wykonana niepoprawnie. Krytyka konstruktywna będzie przekazana w taki sposób, że odbiorca nie poczuje się źle, nie obniży to jego nastroju, zachęci do refleksji, do zastanowienia się. Jak jest wygłoszona przez prawdziwego fachowca, w danej dziedzinie, to będzie motywowała do zmian. Spec wyjaśni konkretnymi argumentami swoją słuszność i nie będzie bał się dyskusji. Przy rozprawie z autorytetem, raczej nie będzie dodatkowych emocji, nie będzie obrażania, nie będzie złośliwości tylko będzie merytoryczna rozmowa na poziomie. 

Jeżeli osoba wygłaszająca krytykę prezentuje swoją ocenę,  w tonie poniżającym, obraźliwym i agresywny, to nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić, co ona ma wnieść. Oczywiste jest, że jeżeli ktoś na mnie krzyczy i jest do mnie wrogo nastawiony, to nie analizuję tego co on do mnie mówi, tylko w jaki sposób. Jest mi wtedy przykro i, albo się wycofuję, albo się bronię. W obu sytuacjach towarzyszy stres. A jak wiadomo, w stresie rzadko kiedy można znaleźć logiczne wytłumaczenie i raczej nie będzie to twórcza rozmowa. Krytykujący nie odniesie sukcesu przez poniżanie, takich osób po prostu nie słuchamy.Skrajną formą krytyki jest hejt, tak powszechnie widziany na stronach internetowych. Nie mówię, że to nie boli, że jest mi to do końca obojętne, jednak zrozumiałam mechanizmy takiej oceny (a w zasadzie formy przekazu) i łatwiej jest mi nie poświęcać jej więcej czasu. Zdałam sobie sprawę z tego, że jeżeli ktoś chce mnie autentycznie pouczyć, to nie robi tego w sposób agresywny, wykazuje się szacunkiem do rozmówcy i kulturą słowa. Poza patologicznymi sytuacjami, w których powielamy złe wzorce z domu rodzinnego, to raczej wolimy uczyć się od osób zrównoważonych i ich naśladujemy. Prędzej bierzemy wzór z tych, z którymi rezonujemy niż z tych, którzy nas obrażają. Dlatego tak ważne jest, by uczeń nie bał się swojego nauczyciela. Taki adept powinien szanować swojego mentora. Jednak to nie zależy od woli ucznia tylko od zachowania nauczyciela. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, a nie wymuszać go bądź narzucać przez fakt objęcia roli preceptora. 

koń w wodzie

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że ja powielałam złe zachowania względem treningu koni, takie których byłam nauczona w  różnych stajniach dawno temu. Prawda jest też taka, że kiedyś za stosowanie czarnej wodzy nikt nie krytykował, wydawało nam się to normalne i słuszne. Z czasem i rozwojem, zmieniłam to. Nie dlatego, że ktoś próbował wymusić na mnie tę zmianę krzykiem, tylko dlatego, że trafiłam na ludzi, którzy mnie inspirowali, edukowali, którzy przedstawiali naukowe dowody na brak skuteczność i szkodliwość używania takich patentów. A co najważniejsze przekazywali tę naukę w zgodzie ze mną, bez krzyku, bez poniżania, bez podważania mojej wiary we mnie.

Ja do krytyki mam takie podejście, że tłumaczę sobie poczynania innych osób. Staram się zrozumieć, skąd takie reakcje i taka forma przekazu. Jeżeli ktoś ma naprawdę na celu przekonanie mnie do swoich racji, to po pierwsze będzie krytykował moje czyny a nie mnie. Po drugie, zrobi to w taki sposób, że mnie nie obrazi. Po trzecie pokaże inne wyjście i wtedy wiem, że taka osoba chce bym zmieniła pewne zachowania nie siebie. Z kolei jeżeli trafię na osobę, która krytykuje mnie obrażając, poniżając to wiem, że tak naprawdę ma silną potrzebę wyładowania swoich emocji. Ja jestem przypadkowym odbiorcą wewnętrznych frustracji, z którymi sobie nie radzi. Potrzebuje wentyla, dzięki któremu da upust i bez różnicy na kogo trafi. Wiem, że gdy ktoś na mnie krzyczy i stara się poniżyć, to jestem przypadkową ofiarą jego niemocy.

. Nie zamierzam się martwić tym, że on sobie nie radzi z sobą ale rozumiem, że to jest jego, na ten moment, jedyne rozwiązanie. W związku z czym wpuszczam jednym uchem a wypuszczam drugim. Tym bardziej po mnie spływa, jak ktoś destruktywną krytykę wyraża w internecie. Nie w wiadomości prywatnej, a w komentarzach, publicznie. Mam wtedy świadomość, że prawdopodobnie jest on w tym miejscu tylko po to, żeby znaleźć swoją ofiarę (jak jemu się wydaje). Internet daje złudzenie anonimowości i taki delikwent prawdopodobnie na żywo, nie odważyłaby się przekazać swojej opinii w sposób niekulturalny.  Kolejną rzeczą zastanawiającą, jest również fakt, że owa osoba zwraca uwagę właśnie na mnie. Co mi to mówi? Jestem na tyle interesującą postacią, że poświęca mi swój czas i wszystkie inne swoje czynności, które mogłyby być bardziej twórcze, efektywne i przyjemniejsze. Poświęca to wszystko by zająć się moją osobą.

W zasadzie powinnam być wdzięczna. Publikuję różne rzeczy w internecie po to, by zrobić ruch na kontach, a taki trollik właśnie to robi. Z której strony nie patrzeć, nie ma się czym martwić. Takiego tygodnia Wam życzę, bez zmartwień.

Argo Horse

ul. Łąkowa 23,
64-820 Szamocin,
woj. wielkopolskie, Polska

+48 503 555 336
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

NIP: 7661002867
REGON: 570222992

Pozostańmy w kontakcie

Obsługa klienta


InPost_PeyU

Copyright © 2022 by argohorse.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.