Mam wrażenie, że ostatnio jest jakiś niespokojny czas dla moich znajomych. Kłótnie, rozstania, nieprzyjemne zdarzenia. Przyglądam się z boku i bez kompetencji do końca, bo nie jestem w ich butach i całej prawdy nie znam, mam pewne luźne przemyślenia. Wydaje mi się, że do większości tych przykrych doświadczeń nie musiałoby dojść, bo to są tylko konsekwencje, na które pracowało się dotychczasowym zachowaniem. Jeszcze raz podkreślam, że nie mam pełnej wiedzy o przyczynach, przebiegu i skutkach tych historii i wiem, tylko tyle ile ktoś zechciał mi powiedzieć. Nie czuję się arbitrem i wnioski do których doszłam jak zwykle zmotywowały mnie do napisania kilku słów aby się z nimi podzielić w sensie ogólnym a nie jednostkowym. Zastanawiałam się dlaczego ludzie chcą mieć tzw. "święty spokój" a jakby sami na własne życzenie się od niego oddalają. Pogrzebałam troszkę w literaturze i skupiłam się najpierw na zdefiniowaniu "św. spokoju", żeby było jasne co mamy na myśli używając tego zwrotu. "Święty spokój" to pojęcie, które odnosi się do stanu wewnętrznej harmonii i wolności od zewnętrznych zakłóceń i stresu. I tu już po raz pierwszy przycupnęłam i zaczęłam rozkminiać czy aby na pewno to wolność tylko od zewnętrznych zakłóceń.
Już nauczyłam się, że najwięcej zakłóceń dostarczała mi własna głowa a nie sytuacje, które mi się przytrafiały. To myśli często były przyczyną mojego zaniepokojenia. W każdym razie "św. spokój" to stan, w którym człowiek czuje się zrelaksowany, bezpieczny i wolny od niepokoju.
Z psychologicznego punktu widzenia "święty spokój" można rozumieć jako stan umysłu, który jest wynikiem równowagi emocjonalnej, zdolności do radzenia sobie ze stresem oraz umiejętności zarządzania swoimi myślami i emocjami. To stan, w którym człowiek czuje się spełniony i zadowolony, mimo trudności i wyzwań, które mogą pojawiać się w życiu. Wydaje się być utopią ale jak znamy kierunek, w którym idziemy to wiemy, że to nie jest stan permanentny ale wiemy do czego dążymy. Oczywiście w psychologii zdefiniowano techniki osiągania "świętego spokoju". Są nimi, wielokrotnie przeze mnie przytaczane praktyki takie jak: medytacja i mindfulness czyli ćwiczenia, które pomagają w osiągnięciu wewnętrznego spokoju poprzez skupienie się na teraźniejszości i akceptacji swoich myśli i emocji bez osądzania. Relaksacja i oddychanie. Regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta i odpowiednia ilość snu przyczyniają się do lepszego samopoczucia i wewnętrznego spokoju.
Oczywiście i filozofowie podejmowali temat "świętego spokoju" w swoich rozważaniach na temat ludzkiej natury i szczęścia. I tak stoicy, tacy jak Epiktet i Seneka, wierzyli, że "święty spokój" można osiągnąć poprzez kontrolę nad swoimi reakcjami i akceptację rzeczy, na które nie mamy wpływu. Znany jest nam cytat Epikteta: "Nie to, co się nam przydarza, ale nasze myślenie o tym, co się nam przydarza, zakłóca nasz spokój." Z kolei Seneka powiedział: "Nie możemy kierować wiatrem, ale możemy ustawić żagle." Co jest dowodem na naszą sprawczość i zdolność adaptacji. Z kolei buddyzm kładzie duży nacisk na osiągnięcie wewnętrznego spokoju poprzez praktykę medytacji i zrozumienie natury rzeczywistości. Budda: "Spokój pochodzi z wnętrza. Nie szukaj go na zewnątrz." Natomiast epikurejczycy wierzyli, że "święty spokój" można osiągnąć poprzez unikanie bólu i poszukiwanie prostych przyjemności, które prowadzą do długotrwałego szczęścia. Epikur powiedział: "Nie możemy żyć szczęśliwie, jeśli nie żyjemy mądrze, moralnie i sprawiedliwie, i na odwrót."
Czyli wiemy co to jest i jak to osiągnąć. Ale dlaczego mimo chęci osiągnięcia "świętego spokoju" sami doprowadzamy do konfliktów itp. zdarzeń które odciągają nas od tego stanu?
Mam wrażenie, że nic tak nas nie unieszczęśliwia jak nasze własne oczekiwania. Mogą to też być niespełnione potrzeby emocjonalne, które mogą prowadzić do frustracji i konfliktów. Na przykład potrzeba akceptacji lub uznania może wplątać nas w niesprzyjające okoliczności. Negatywne wzorce myślenia czyli przyczyną mogą być nasze myśli, interpretacja. Na przykład, tendencja do katastrofizacji, czyli przewidywania najgorszego scenariusza. Nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, takimi jak złość czy lęk. Podświadome mechanizmy jak projekcja, gdy przypisujemy swoje negatywne cechy innym osobom, co prowadzi do nieporozumień. Pragnienie kontroli nad sytuacjami i ludźmi również może być przyczyną zakłóceń w relacjach. Ale też presja społeczna jak na przykład, presja osiągnięcia sukcesu zawodowego może prowadzić do rywalizacji i problemów. No i niektórzy podchodzą do konfliktu jak do części życia codziennego. Sama znam takie osoby, które owe sytuacje normalizują i potęgują niemalże w każdej relacji. One oczywiście są krótkotrwałe ale jakby nie ma się czemu dziwić. Brak umiejętności skutecznej komunikacji często prowadzi do nieporozumień no i różnice wartości i przekonań. Pewnie nie jedna osoba miała tą wątpliwą przyjemność uczestniczyć bądź przyglądać się rodzinnym sporom politycznym, światopoglądowym czy religijnym, najczęściej podczas uroczystości familijnych, które kończyły się niezłym bigosem.
A co na to filozofia? Wcześniej wspomniani stoicy wierzyli, że konflikty są wynikiem braku kontroli nad naszymi reakcjami na zewnętrzne wydarzenia. Epiktet nauczał, że to nie same wydarzenia, ale nasze osądy o nich, wywołują niepokój. A egzystencjaliści, tacy jak Jean-Paul Sartre, uważali, że konflikty są nieodłącznym elementem ludzkiego istnienia, wynikającym z fundamentalnej wolności i odpowiedzialności, którą każdy z nas posiada. Konflikty są częścią procesu samopoznania i samorealizacji.
Jean-Paul Sartre: "Człowiek jest skazany na wolność; skazany, ponieważ nie stworzył samego siebie, a jednak wolny, ponieważ raz rzucony na świat, jest odpowiedzialny za wszystko, co robi." I z tą sentencją Was zostawiam...